Skocz do zawartości


Zobacz pozostałą treść



Aktualizacje statusu

Wyświetl wszystkie aktualizacje


Ostatnie tematy na forum

Sprzedam Simms

Sprzedam 17 paź 2018
Wstawiam,niektórzy Koledzy jeżdżą na trocie,może będą zainteresowani   1. Buty Simms G4 BOA rozm.46eu,12us 1000zł gratis repair kit boa.,nowe,nieużywane  2. Spiochy Simms g3 guide rozm 9-11 LL nowe,nieużywane 1700zł 3. Kamizelka Simms g3 guide vest rozm. L kolor khaki nowa nieużywana 70...
Pełny temat ›

zestaw trollingowy

Sprzęt do trolingu 13 paź 2018
Witam kolegów  zaczynam zbierac sprzęt do trollingu , toć , belona  ,, potrzebuje waszej pomocy !! pytanie mam takie .. co się sprawdza na puckiej jesli chodzi o troć ... jaki kijaszek ile c.w.  jakie blaszki .. ilu gramowe  jakie rodzaje 
Pełny temat ›

Pomoc dla zwierzaków

O wszystkim i o niczym 11 paź 2018
Witam! Sądzę, że jest tu na forum kilku miłośników futrzaków wszelakich  . Wpadłem na pomysł utworzenia wątku, by osoby, które chcą czasem czymś się podzielić lub wesprzeć finansowo, a nie wiedzą jak i kogo- mogły łatwiej to zrobić. Czasem jest to oddanie zbędnego koca, czasem niepotrzebnej...
Pełny temat ›

relacje z Ustki

Relacje z wypraw nad nasze morze 10 paź 2018
panowie macie morze jakieś info z nad naszego morza chodzi mi o ustke czy dorsz bierze czy niema sensu jechać?
Pełny temat ›

Czarter/wynajem łodzi motorowych na Bałtyku

Dane kontaktowe na jednostki i do szyprów 04 paź 2018
Szukam kontaktu do kogoś, kto wynajmuje łodzie motorowe od Mrzeżyna do Darłowa.
Pełny temat ›

* * * * *

Torsvag 2014


Moja wyprawa do Torsvag

Wpierw było marzenie, potem z miesiąca na miesiąc marzenie nabierało namacalnych kształtów ,aż wreszcie stało się realnym planem. Przez parę miesięcy gromadziłem sprzęt, myślałem co mi jest potrzebne a co nie. Cały ten czas stał się zabawą , która pomagała mi w oczekiwaniu na ten dzień w którym wyruszę w wyprawę o której wszyscy tu mówią a o której ja do tej pory tylko śniłem.
Długo oczekiwany termin wyjazdu nareszcie nadszedł, 8-my Czerwiec – nie mogę spać już od świtu, spakowany i gotowy jak nigdy czekam na transport.
Nareszcie jest !
Graty do wozu i jedziemy pod dom Krzyska gdzie czeka już reszta ekipy. Pakowanie... o matko ile tego jest, myślę sobie „Tadziu oszalał ile on kupił tego prowiantu”, jakimś cudem wszystko się zmieściło, samochód nabity jak balon ale bagażnik się zamyka.


Dołączona grafika


Spakowani, szczęśliwi i zadowoleni z siebie wsiadamy do wozu i cała nasza czwórka Tadziu, Krzysiek, Andrzej i ja ruszamy w daleką drogę.
Wszystko przebiega doskonale, po połowie dnia i całej nocy przejeżdżając przez Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię i rano dobijamy do Talina , gdzie czeka na nas prom. Wjazd na pokład, mały odpoczynek o po dwóch i pół godzinie jesteśmy w Helsinkach. Wsiadamy w auto i dalej w drogę, w planie przejazd przez Finlandię , jakieś spanie i następnego dnia dojazd do Torsvag. Kilometry mijają jeden za drugim aż nagle coś jest nie tak, coś nie dzieje się po naszej myśli, coś czego nikt nie przewidział i czego nikt się nie spodziewał. Skrzynia biegów naszego busa odmawia współpracy, biegi nie działają, jest tylko wsteczny ale cofać nikt się nie chce. Pomoc drogowa ściąga nas do najbliższego miasta Jyväskylä gdzie ubezpieczyciel zapewnia nam hotel a nasze auto ląduje w serwisie.
Następnego dnia serwis orzeka ,że auto nie jest do szybkiej naprawy a ubezpieczyciel proponuje nam powrót do Polski. Wyprawa zakończona ?! Czy to już koniec ?!
Trudno pogodzić się z przegraną, trudno dać za wygrana, burza mózgów, wiele pomysłów co dalej robić. Jeden pomysł po drugim upada lub okazuje się niewykonalny. Z opresji ratuje nas Darek (easyrider), daje nam kierowcę, odbiera Tadziowego busa i wysyła go do nas. Nie jestem w stanie powiedzieć ile mu zawdzięczamy, cała wyprawa dzięki niemu jest uratowana.
Drugiego dnia wieczorem dociera do nas auto, kierowcy zapewniamy powrót do kraju a sami czym prędzej ruszamy w dalszą drogę. Mamy 24 godziny spóźnienia ale zawsze lepiej tyle niż wcale nie dojechać do celu. Reszta drogi na szczęście przebiega bez problemu i 12 czerwca pierwsze dorsze zostały złapane w porcie w oczekiwaniu na prom , po 16-tej dotarliśmy do celu, dotarliśmy nareszcie do Torsvag .


Dołączona grafika


Dołączona grafika


Szybkie rozpakowanie gratów, szykowanie kijków i do portu odebrać łajbę, reszta ekipy która dojechała z Norwegii jest na wodzie zatem warto do nich dołączyć.
W porcie spotykamy się z Sonią, to szefowa tej bazy , papierkowe sprawy , litania co można a czego nie i niestety następne problemy. Nasza wynajęta łódź jest rozbita, wcześniejsza ekipa z Rosji rozbiła łajbę o brzeg, na szczęście nie o skały, wszyscy żyją ale łódka to wrak.
W zamian za naszą łódź Arvora 230 dostajemy Arvora 215, mniejszy słabszy i w dodatku jest jeszcze pytanie czy go oddamy na jeden dzień innej ekipie. To raczej nam nie odpowiada i odmawiamy, nie mamy zamiaru tracić jeszcze więcej niż już traciliśmy.
Nie tracimy czasu, szybko pakujemy się na łódkę i na morze, może nie daleko, raczej sprawdzić łajbę ale padają pierwsze ryby, dorsze , plamiaki, czerniaki a trafia się też zębacz i karmazyn. Po paru godzinach wracamy do bazy gdzie wita nas Norweska cześć ekipy, poznajemy osobiście Słodziak , Hero, Rapalę i Jacka którzy przed nami powrócili z morza. Dowiadujemy się, że złowili już pierwsze halibuty i to ładne, poprzeczka została wysoko podniesiona i trudno będzie im dorównać.
Następny dzień wita nas wiaterkiem 6-7 m/s, pogoda raczej nas nie rozpieszcza, na szczęście nie posłuchaliśmy Jasia (Jans) i zabraliśmy kombinezony. Jasiu był przed nami na tej wyspie, w bazie na jej drugiej stronie, gdzie przyjechał z własną łodzią. Miał śliczną pogodę czego my już nie doświadczyliśmy, dla nas zostały tylko resztki tego co miał kolega.
Wypływamy na wodę, nasza łajba nie jest zbyt szybka ale dopływamy na łowisko i zaczynamy łowić pierwsze ryby, naszym łupem padają brosmy, duże ponad metrowe dorsze oraz pięknie wybarwione dorsze „kapustniki”.

Dołączona grafika


Dołączona grafika


Dołączona grafika

Prawie wszyscy z nas pobijamy swoje rekordy, niektórzy z nas, tak jak ja łowią pierwszy raz w życiu pewne gatunki ryb, wspaniale się bawimy i jesteśmy szczęśliwi, że możemy robić to co uwielbiamy.

Następnego dnia wieje jeszcze bardziej, fala spora a pogoda niepewna. Nie dajemy za wygraną, płyniemy dość blisko w osłonięte od wiatru części fiordów i obławiamy 25-35m blaty. Rybka nie wychodzi zbyt często i jest drobna, nie zrażeni tym robimy następne dryfy i szukamy rybki. Nasza mało wyrafinowana taktyka jednak przynosi efekty, mamy właśnie robić następny napływ gdy przy zwijaniu wędek Tadek czuje duże uderzenie na swoją Xzogę. Zacięta w toni ryba robi momentalnie odjazd do dna, kijek mocno się ugina a kołowrotek oddaje metr po metrze plecionkę. Na pokładzie wybucha drobna panika, zwijanie wędek, czyszczenie pokładu, szykowanie pętli na ogon, Krzysiek czujnie zasiada za sterami. Powoli Tadek odzyskuje przewagę nad rybą, pompuje , nawija, pompuje, nawija, jednak to nie koniec. Ryba ponownie odchodzi, tym razem z prawej burty ucieka na lewą a Tadek za nią, to co z takim mozołem nawijał znowu się rozwija. W końcu ryba powoli się poddaje, Tedi podciąga ją do burty, ja szybko zakładam pętlę na ogon a Krzysiek ją zaciąga. Szybka decyzja czy zabieramy rybę czy nie i osęka ląduje w pysku halibuta, teraz tylko troszkę wysiłku i halina jest już na pokładzie. Rybka ma 146 cm i waży ponad 43kg, może to nie potwór ale mała też nie, uciecha jest tym większa bo halina pokusiła się na Tadkowego "ZGREDA". Dodam tylko, że na kotwicę 3/0 która uleģła już nieodwracalnej deformacji - jednym słowem mało brakowało. Na szczęście mimo drobnemu deszczykowi cała akcja została uwieczniona na kamerce ale to już całkiem inna historia...

Dołączona grafika


Dołączona grafika

Tegoż samego dni, wypłynęliśmy jeszcze raz, tym razem na nocny pływ, tak jak myśleliśmy ponownie połowiliśmy sporych ryb, znowu poprawiliśmy swe rekordy i wróciliśmy do portu zmęczeni ale i w pełni zadowoleni.

Dołączona grafika


Dołączona grafika


Dołączona grafika


Kolejny dzień nie był dla nas łaskawy, sypało śniegiem, fiordy pokryła nieprzenikalna mgła a wszędobylski wiatr o sile 11-13 m/s wiał, wiał i wiał. Siedzieliśmy w bazie, czekaliśmy na dobrą pogodę , gadaliśmy o wszystkim i o niczym, a też znalazł się czas na jakiś „SAMOUMILACZ” czyli na to co tygryski lubią najbardziej.

Dołączona grafika


Dołączona grafika


Dołączona grafika

Znalazł się też czas na m troszkę nauki o filetowaniu, wraz ze Słodziakiem nagraliśmy film instruktażowy o sprawianiu halibuta. Jak tylko zbiorę się do kupy, zmontuję ten filmik i wstawię go na nasze forum, oczywiście po kolaudacji u Marka.

Kolejny dzień , też nie był bajeczny ale przed wieczorem wiaterek siadł na tyle by można było wyjść w morze. Oczywiście nie myśląc wiele ustaliliśmy ,że wypływamy, to była w zasadzie ostatnia szansa na wyjście z portu przed wyjazdem, pogoda nastepnego dnia zdecydowanie zmieniała się na gorszą. Zatem zgodnie obie części ekipy Polska i Norweska przeprowadziły tankowanie łodzi, graty na łajbę i w morze. Rybki trzeba było tycio poszukać ale się znalazła, na łajbie kolegów znalazł się między innymi 18kg dorsz i dwa halibuty. U nas też pokazały się piękne dorsze no i to na co ja czekałem od samego początku, przyszła kolej i na mnie, miałem swoją Halinkę ale zacznę od początku.
Kolejne dryfy i napływy, pływamy tycio inaczej niż koledzy z drugiej łajby , obławiamy bardziej stoki niż równe blaty. Kolejny dryf, mało co wyszło, już padło hasło do następnego napływu gdy coś ostro uderza w moja gumę, ostro wyciągnęło parę metrów pletki i stanęło. Powoli ciągnę w górę, po paru pompowniach znowu odejście ale bardzo krótkie, mam silne przeczucie że to nie dorsz, że to rybsko po które przejechałem 2500km. Niestety reszta załogi nie jest tego przekonana, raczej obstawiają duuuuużego dorsza ale nie Halinę. Na pokładzie panuje całkowity spokój, wszyscy spokojnie łowią, nikt nie zwija kijków, nie szykuje pokładu, nie mówiąc już o pętli na ogon. Ja powoli ciągnę rybę do góry, która jakoś nie okazuje zapału do walki, odejścia są 2-3 metrowe, zaczynam sam się zastanawiać czy to na pewno ta ryba o której marzyłem. Metr po metrze podciągam zdobycz do powierzchni aż w końcu widzę kolor w wodzie, nadal nie jestem pewien ale, ale jeszcze meterek i już wiem na 100% to ona – moja Halinka 
Z zadowoleniem oznajmiam to ekipie i wtedy się zaczyna, niestety nie walka z rybą ale raczej panika na pokładzie . Jeden nerwowo zwija swój kijek, drugi nadal patrzy z niedowierzaniem, dobrze że Tadek zatrybia, błyskawicznie się zwija, szykuje pętlę i rzuca się z pomocą. Staram się przytrzymać spokojnie rybę na powierzchni wody, jak najbliżej rufy, Tadzio zakłada pętlę, zaciska ale jakimś cudem pętla spada, halibut dostaje szału i schodzi pod wodę. Idzie pod łajbę , niestety tak niefartownie, że plecionka dostaję się pod śrubę mocującą drabinkę na rufie. W akcie desperacji rzucam się by ratować plecionkę ale niestety o ułamek sekundy za późno, halibut urywa się i odzyskuje wolność a ja z przekleństwami na ustach zostaję w samotnym cierpieniu na pokładzie 
Nic to, następnym razem nie zrobię ponownie popełnionych błędów.
Na pocieszenie trafia mi się ponad metrowy czerniak, ryba jest bardzo waleczna, na tyle że miałem nadzieję że to następny halibut. Tym razem załoga nie była już zaskoczona, postępowała tak jak powinna, pełne zgranie, niestety ryba inna ale nie ma tego złego.
To był mój następny rekord życiowy i jedyny taki wielki czarniak na pokładzie całej naszej wyprawy. Jeszcze jedną niespodzianką dla mnie było spotkanie morświnów, krótko ale odwiedziły nas, polowaliśmy na tej samej ławicy seja, doprawdy piękne ssaki :)

Dołączona grafika


Taki właśnie był ostatni nasz dzień łowienia, pogoda się zepsuła, łodzie trzeba było zdać i przyszedł czas wyjazdu. Porządki na kwaterze porobione, pakowanie i w drogę. Ekipa norweska ruszyła w stronę Tromso na lotnisku a my ku dalekiej Polsce, jeszcze tylko wspólna fotka na pokładzie promu i to byłby koniec tej wycieczki.

Dołączona grafika


Koniec łowienia ale nie koniec wycieczki. Nas czekała jeszcze droga do domu, droga której połowa była z samochód Krzyśka na sztywnym holu. Krzysia ten kawałek złomu kosztował jedyne1500 koron i zero pewności czy będzie pasował albo czy ktoś się do niego nie przyczepi.

Dołączona grafika


Dołączona grafika

Na szczęście hol pasował, udało się szczepić auta i powlekliśmy się w stronę Helsinek. Wydawać by się mogło, że wyczerpaliśmy naszego pecha ale niestety nie, w porcie okazało się ,że nie ma miejsca na promie i najbliższy wolny jest za dwa dni. Zabukowaliśmy go ale gdy po 32 godzinach oczekiwania okazało się , że możemy wjechać na pokład innego promu, szybko to zrobiliśmy. Straciliśmy troszkę kaski ale zapewne uratowaliśmy rybkę wiezioną do domku 
Tak oto zakończyliśmy naszą wyprawę, rezultat to , sporo zabawy, troszkę nerwów, nowe rekordy rybek, 11 złowionych halibutów w tym 9 wypuszczonych ( jeśli oczywiście zaliczycie mi mojego… )

Wynik to:

Tadek (Tleilax ) - 146 cm
Wojtek (Rapala) - 120cm, 122cm i jakiś mały był chyba 80cm
Rafała (Hero) - 164 cm , 100cm i 124 cm oraz 140 cm
Marek (Słodziaksos) - 50 cm i 115cm
No i mój, podobny do Tadziowego, był przy burcie więc chyba zaliczony…


PS:
bardzo proszę o poprawienie ewentualnych błędów ale mam nadzieje że wszystko się zgadza :)


1 Komentarze

Super relacja i ... nawet nie wiesz jak bardzo rozumiem co to znaczy gdy auto się zepsuje gdzieś na pięknym północnym zadupiu... Przypomniała mi sie nasza wyprawa w 2010 i awaria skrzyni biegów w Lulei... Nie życzę tego nikomu. Są takie awarie, że nie da się przewidzieć. Nasze auto wyjechało z serwisu przed wyprawą... wszystko sprawdzone, dolane, zatankowane i masz!

Fajnie, że dojechaliście, połowiliście i szczęśliwie wróciliście.

pozdróki.

    • Tleilax lubi to

Ostatnio w galerii