Skocz do zawartości


Zobacz pozostałą treść



Aktualizacje statusu

Wyświetl wszystkie aktualizacje


Ostatnie tematy na forum

Info o bazie- środkowa Norwegia.

Dane kontaktowe do baz wędkarskich i miejsc noclegowych dziś, 10:41
Jako że ten rok już zaplanowany, nadejszła   pora na plany na 2020.   Przeglądając oferty, spodobało  się naszej ekipie  to miejsce http://www.wyprawyna...apolarnego.html   Jeżeli dysponuje ktoś  świeżymi informacjami (warunki w bazie, łodzie, może jakieś miejsc...
Pełny temat ›

sprzedam 2 komplety dodatkowych szczytowek DEGA do wedek...

Sprzedam 14 lut 2019
sprzedam 2 komplety czyli 4 sztuki szczytowek dega do surfcastingu, uzyte tylko raz, cena za 4 sztuki 100 zl tel 698149076
Pełny temat ›

Stojak plażowy Team Daiwa Long Double Beach uzyty tylko 2...

Sprzedam 14 lut 2019
sprzedam stojak plazowy team daiwa long double beach, uzyty tylko 2 razy, 200zl tel 698149076
Pełny temat ›

Stojak plażowy Team Daiwa Long Double Beach uzyty tylko 2...

Sprzedam 14 lut 2019
sprzedam stojak plazowy cena 200 tel 698149076
Pełny temat ›

Balzer Adrenalin AN-12 LH

Big Game - sprzęt na grubego zwierza 10 lut 2019
Cześć. Witam wszystkich. Zastanawiam się nad kupnem multipikatora Balzer Adrenalin AN-12 LH. Może ktoś używa, używał, widział . Poproszę o opinie
Pełny temat ›

- - - - -

Arktyka - zorza i halibuty. Mikkelvik późna jesień 2017.


Relacja z wyprawy wędkarskiej do Mikkelvik.
Mikkelvik. Nazwa miejsca jeszcze do niedawna nic nikomu nie mówiąca. Jakieś dwa lata temu, szukając bazy wędkarskiej na północy Norwegii, moją uwagę zwróciła informacja o budowie nowej bazy. Właśnie w Mikkelvik.
Podzieliłem się to wiadomością z Andrzejem ( Zdrowaczekolada), który wykorzystując swój pobyt w czeskiej bazie w Dyrsfjordzie, niejako po drodze wstąpił do Mikkelvik.
Jego relacja potwierdziła moje podejrzenia, że będzie to jedna z lepszych baz na północy Norwegii.
Musiały upłynąć prawie dwa lata nim moja noga stanęła w Mikkelvik. Stało się to dość późną jesienią tego roku. Byłem tam od 8.11 - 15.11. 17. Z grupą kilku kolegów, z forum i spoza forum. Andrzej ( Zdrowaczakolada), że tak powiem „robił” za przewodnika z racji tego, że był to jego już któryś pobyt w tej bazie.
Ale po kolei.
Andrzej zorganizował i zarezerwowal domek w bazie. Pojechało nas dziesięciu kolegów. Nie znających się nawzajem. Dość ryzykowna sytuacja ale na szczęście wszyscy okazali się, że tak powiem normalnymi, trochę zakręconymi ludźmi. Szczególnie na punkcie wędkarstwa w Norwegii.
Leciałem do Tromso samolotem z Krakowa, z trójką kolegów, z międzylądowaniem w Oslo. Gdzie mieliśmy się spotkać z pozostałą ekipą lecącą z Gdańska i z dwoma kolegami, którzy okazali się braćmi mieszkającymi stale w Norwegii.
Lot do Tromso zaczął się nieszczególnie, z prawie 3,5 półgodzinnym opóźnieniem z powodu awarii samolotu. Gościu sobie chodził z kleszczykami, w te i z powrotem, zastanawiając się czy da się usunąć awarię, czy nie. Dość stresująca sytuacja! W pewnym momencie miałem już dość i chciałem wysiadać. Obawiałem się czy samolot doleci bez problemów do Oslo. Jakoś doleciał.
Tak duże opóźnienie spowodowało, oczywiście następne perturbacje z kolejnym lotem do Tromso. W sumie, jakoś koło godziny 23-cej wylądowaliśmy szczęśliwe w Tromso. Tu czekał nas jeszcze transport do bazy. Do której dotarliśmy dobrze po północy. Sytuację rozwiązała szklaneczka dobrego trunku.
Po porannym śniadaniu wyruszamy na łowy. Pierwszy dzień służył rozpoznaniu łowiska. Kręcimy się w różnych miejscach fiordu, i na różnych głębokościach. Ryby biorą, ale ich wielkość nie powala. Kolejny dzień, taki sam. Ryby są, od czasu do czasu meldują się sztuki po 10+ kg. Pływamy w dwie łodzie. Penetrujemy różne łowiska. Późnym wieczorem widzę pierwszy raz w życiu zorzę polarną (Aurorę borealis). Niesamowite zjawisko. Urzekające.
Mimo tak późnej pory roku panują dość znośne warunki pogodowe. Pozwalają nawet na wypłynięcie na ocean. Gdzie wielkość dorszy znacznie się poprawia.
Koledzy z drugiej łodzi łowią nie wielkiego halibuta. Ale prawdziwe emocje dopiero przed nami.
Załoganci z łodzi Andrzeja, równocześnie we dwóch zaczepiają tego samego halibuta!!? Walka z mim trwała dobrych kilkadziesiąt minut.
Po powrocie do bazy wszyscy jeszcze bardzo długo przeżywają emocjonujący hol tak dużej ryby. Jak się okazało halibut ważył 82 kg, przy długości ok. 181 cm.
Kolejny dzień na wodzie. I znowu szczęście się uśmiecha do łodzi Andrzeja. Jego i mój imiennik Andrzej, zahacza ogromnego halibuta. Cała załoga łodzi, zmienia się dwukrotnie przy wędce próbując pokonać opór ryby. Po ponad czterdziesto minutowym holu podciągają rybę do burty łodzi. Halibut jest ogromny. Jakoś udaje się mu założyć pętlę na ogon . Co pozwala wykonać w miarę dokładne pomiary. Wynik: ryba mierzy 205 cm długości. Co wg tabeli przeliczeniowej, ryba może ważyć ponad 120 kg. Absolutny rekord łowcy i wyprawy. Trudno będzie go poprawić w najbliższym czasie.
Ostatni dzień pobytu to dość zmienna pogoda. Z opadami deszczu. Na wodę odważa się wypłynąć tylko trzech kolegów. Spędzają na wodzie kilka godzin. Kolega Mariusz łowi swoje dwa pierwsze halibuty. Wszyscy są zadowoleni z wyprawy. Łowimy kilka bardzo dużych dorszy, dobrze ponad 15 kg. No i co ważniejsze, aż sześć halibutów. W tym dwa olbrzymy. Jeden 181 cm, a drugi 205 cm. Razem prawie 4-ry metry szczęścia.
Już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy w to miejsce.
Chciałem podziękować wszystkim uczestnikom wyprawy. Za wspaniałą i miłą atmosferę, za wspólne łowy. A koledze Andrzejowi za przygotowanie dorsza po kaszubsku( pycha), i pogratulować mu złowienia największej ryby wyprawy.
Andrzej (Zdrowaczekolada) zorganizował i zaplanował wspaniałą wyprawę. Miał nawet przygotowaną nagrodę dla łowcy największej ryby.
Przynętą wyprawy zostaje guma o kolorze majtkowego różu. Róż okazał się najbardziej skutecznym kolorem tej wyprawy.
Moje przygody z przewoźnikiem (Norwegian) nie skończyły się na wspomnianych perturbacjach z lotem w tamtą stronę. W drodze powrotnej do Krakowa, doleciała ,że się tak wyrażę, połowa mojego bagażu! Brakowało torby w której miałem zapakowane kołowrotki, kombinezon wędkarski, oraz pilkery i kilka gum. Bagaż polatał sobie trochę po Europie, ale szczęśliwie po dwóch dniach dotarł do mnie w całości i nie uszkodzony! Kamień spadł mi z serca.
Udział w wypranie wzięli, kolejność przypadkowa:
Andrzej – Zdrowaczekolada.
Andrzej
Krzysztof
Bonawentura – Boni
Darek
Jarek
Przemek – rybol
Mariusz
Wojtek
Andrzej – Longin piszący te słowa.
Przemek i Jarek prowadzą blog: Wędkarstwo, rejsy po fiordach Norwegii.

Dołączona grafika
Widok z tak zwanego dużego pokoju!
Dołączona grafikaDołączona grafika
Baza i łodzie.
Dołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafika
Dołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafika
Dołączona grafika
Surowe piękno Arktyki!
Dołączona grafikaDołączona grafikaDołączona grafika


0 Komentarze

Ostatnio w galerii